Polish English French Italian Spanish

Lata seminarium i kapłaństwa

Być kapłanem...

   Wybór powołania wcale nie był łatwy: lekarz-chirurg czy kapłan? Wybrał kapłaństwo i wstąpił w 1931 roku do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. W seminarium miał bardzo pozytywne oddziaływanie na innych kleryków, a profesorowie darzyli go zaufaniem. Koledzy seminaryjni podkreślali także, że ks. Wincenty angażował się w inicjatywy charytatywne. Z tego powodu, że wszelkie zajęcia wykonywał z radością, nazwano go "Wesołkiem".
   Drugim charakterystycznym rysem podkreślanym, przez seminaryjnych kolegów, było jego oddziaływanie poprzez dobry przykład, pociągający do pracy nad sobą, zwalczania wad i pielęgnowania cnót. Pomocą w tym była mu modlitwa. Często można było go spotkać w seminaryjnej kaplicy na adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jako seminarzysta i kapłan pozostał też wierny swoim zobowiązaniom harcerskim.
Równie z swojej rodzinnej parafii pozostawił po sobie jak najlepsze wspomnienia pobożnego, świadomego swej drogi zmierzającej ku kapłaństwu oraz odznaczającego się zawsze serdecznością w stosunku do drugich. Po sześcioletnich studiach i przyjęciu niższych święceń, 14 marca 1937 roku został wyświęcony w Pelplinie na kapłana przez ks. bp. Stanisława Wojciecha Okoniewskiego.

Duszpasterz...

   Następnie był sekretarzem ks. bp. Okoniewskiego, a od 1938 roku wikariuszem parafii Najświętszej Maryi Panny w Toruniu. Jego ówczesny proboszcz tak o nim napisał: "Jego wzrok miał coś odmiennego, nieprzeciętnego. W rozmowie nawet najbardziej codziennej i bezpośredniej, gdy patrzył swymi jasnymi oczyma na mnie, odnosiłem zawsze wrażenie, że patrzy daleko poza mną, mimo całego skupienia na przedmiocie rozmowy. Usposobienie był radosnego, szczery i wesoły w rozmowie, a subtelny i delikatny w wyrażaniu się i wydawaniu oceny. Będąc gorliwym harcerzem, miał też piękny, życzliwy stosunek do otoczenia, wyrażający się w uczynności. ... Nie spostrzegłem przez cały ten szesnastomiesięczny okres naszej współpracy, aby kiedykolwiek nie był zajęty albo oddawał się jakiemuś gnuśnemu wypoczywaniu. W pracy był wzorowo sumienny i gorliwy, ale się nigdy nie niecierpliwił ani tłumaczył, gdy go od jakiego zajęcia odwoływano, a polecano mu czynić co innego. (...) Dla każdego w każdej chwili znajdował ks. Wicek jakieś miłe słowo".

   Ludzie wręcz lgnęli do bł. ks. Frelichowskiego, bo do każdego umiał odpowiednio się zwrócić. Podczas pogrzeby potrafił dobrać słowa pocieszenia. Kazania nie były recytacją wyuczonego tekstu, ale dzieleniem się własnym przeżyciem wiary. Wielu chorych podkreślało także fakt, że ks. Wincenty potrafił w jakichś dziwny sposób nieść im wewnętrzny pokój, zwłaszcza tym, którzy znajdowali się na łożu śmierci.

   Szczególne podejście, jak harcerz, miał do dzieci i młodzieży. Doświadczenie harcerskie wykorzystywał w pracy z młodzieżą: organizował biwaki, podchody, zbiórki i wycieczki. Był księdzem bliskim, nie tylko stojącym przy ołtarzu. Świadczył o Bogu całym swoim życiem. O tym, jak przeżywał swoje kapłaństwo, mówią słowa napisane przez ks. Frelichowskiego w 2 rocznicę święceń kapłańskich: "Dziś druga rocznica mych prymicji. Dzięki Ci, Panie, za to, co doznałem przez te 2 lata. Nawet za błędy i odchylenia od Twej woli. Wracam obecnie do Ciebie, Panie, by Ci naprawdę służyć. Mam może opalone już trochę skrzydła, lecz... w głębokiej pokorze klękam przed Tobą i proszę: daj mi szczerze prowadzić życie i nigdy nie być aktorem życiowym. Daj odwagę życia według wskazań Twoich. Klękam niżej niż zwykle. ...Panie, Tobie daję me życie. Nie umiemy wyrazić mych obecnych myśli. Niech te chwile mojego wahania życiowego i odchodzenia od Ciebie staną mi się obecnie mocą. Boże, chcę być naprawdę kapłanem".
Przed ważnymi uroczystościami liturgicznymi ks. Frelichowski przygotowywał dla wiernych okolicznościowe kartki ze specjalnymi obrazkami. Miało to na celu wyrobienie i pogłębienie u wiernych tego wszystkiego, co niósł ze sobą rok liturgiczny.

...

   
© Toruń - Podgórz, ul. Szubińska 15