Polish English French Italian Spanish

Beatyfikacja

Papież Jan Paweł II beatyfikował ks. Wincentego Frelichowskiego w Toruniu w czasie swojej ostatniej pielgrzymki do Polski, 7 czerwca 1999 roku. Już 8 września 1999 roku Biskup Toruński Andrzej Suski ustanowił nową, naszą parafię, która jako pierwsza przyjęła osobę Błogosławionego na swego Patrona. Natomiast w roku 2000 został on ogłoszony przez biskupów polskich Patronem Harcerzy Polskich "bez względu na przynależność".

Wielki człowiek i święty... - nasz Patron

Postawa duchowa ks. Stefana Wincentego fascynowała wielu jego współbraci. Ks. Edward Skowroński, współtowarzysz niedoli, napisał o nim, że "okiem Bożym patrzył na świat i ludzi". Mam nadzieję, że postawa ks. Frelichowskiego zafascynuje także i nas. Gdzie tkwiło źródło jego wewnętrznej siły? Co kształtowało jego postawę? Co nam ma do zaoferowania dzisiaj?

Był człowiekiem głębokiej i żywej wiary. Kształtowała się ona w rodzinnym domu, w harcerstwie i Sodalicji Mariańskiej oraz w latach formacji seminaryjnej. Przeniknięte były one pracą nad sobą i dla bliźnich. Przerodziła się ona w postawę głębokiej ufności w Bożą Opatrzność, kierującą losami człowieka.

Głęboka wiara kazała przyjmować wydarzenia codziennego życia normalnie. Ani działalność duszpasterska, ani uwarunkowania obozowe nie były dla niego czymś niezwykłym. Wszystko widział jako zamierzone przez Boga, który pragnie jedynie dobra człowieka. Wiedział, że im bardziej niesprzyjające są warunki zewnętrzne, to tym większej potrzeba miłości. To pozwoliło mu zdobywać się na heroiczne czyny względem bliźnich. Dla niego był to jedynie normalny, kapłański obowiązek.

Trudne chwile pomagał mu przetrwać duch modlitwy, który był właściwie konsekwencją jego wiary. Bóg był dla niego kimś bliskim, rzeczywistym, kochającym i pragnącym miłości. Kochał Boga i nie wyobrażał sobie żadnego ze swoich działań bez rozmowy z Nim. Do modlitwy zachęcał także innych słowem, a może nawet bardziej przykładem.

Postawa ks. Stefana Wincentego nacechowana była troską o zbawienie dusz. Jak tylko widział niebezpieczeństwo zagrażające zbawieniu człowieka, tam zaraz był obecny, aby to zagrożenie odsunąć. Ta troska była motorem jego obozowego duszpasterstwa, wszelkich wysiłków, wyborów i narażania własnego życia. W każdym człowieku, nawet tym, który go krzywdził, widział tego, za którego umarł Jezus Chrystus. Zawsze więc wyciągał pierwszy rękę, aby nie zaprzepaścić szansy zbawienia tego człowieka. Realizował niejako intuicyjnie zasadę: "Praktykujcie dobrze między sobą miłość, miłość, miłość, a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz" (św. Eugeniusz de Mazenod, założyciel Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej). Był prawdziwie "Dobrym Pasterzem", który daje swoje życie za owce, aby żadna się nie zagubiła.
Konsekwentnie troskę o zbawienie dusz realizował poprzez ofiarną miłość bliźniego. W tej służbie liczył się zawsze człowiek, szczególnie zagubiony. Pomagał nie tylko w sprawach duchowych, ale zwykłych, codziennych, prostych. W obozie w Stutthof np. zdobył przybory do golenia i zorganizował zakład fryzjerski, dla współwięźniów, którzy ze względu na wiek nie mogli sami sobie poradzić z goleniem. Ten niepozorny fakt, w realiach życia obozowego, był dla wielu niezmiernie ważny.

Wszelkie działania ks. Stefana Frelichowskiego nacechowane były radością. Sam będąc "radosnym dawcą, którego miłuje Bóg", zarażał tą radością wszystkich, którzy go otaczali. Wielu więźniów po spotkaniu z ks. Wincentym odzyskiwało równowagę ducha, świadomość ludzkiej i Bożej godności, wiarę we własne siły i zaufanie do Boga. Jednym z przejawów tej wewnętrznej radości jest napisany przez ks. Wincentego w 1943 roku wiersz, którego ostatnia zwrotka brzmiała: "Bo Polski chwała z ofiar synów płynie.../ Stąd gdy i ciało ofiaruję może.../ Radosna ma dusza, Boże".

Nasz Błogosławiony Patron, ks. Stefan Wincenty Frelichowski nie tylko deklarował swoją chęć służby Bogu, Polsce i drugiemu człowiekowi, ale pokazał nam, jak tę służbę należy realizować w konkretach naszego życia.

...

   
© Toruń - Podgórz, ul. Szubińska 15